Niepokoje zanoszę do lasu. Zbieram je najpierw z podłogi, z ciepłych pofałdowań kołdry, wytrzepuję z mokrych od łez poduszek. Niektóre zaległy jeszcze na dnie filiżanki z kotem, albo skaczą po kartkach porzuconej, niedoczytanej książki. Upycham je po kieszeniach, niektóre wskakują na barki, te są najcięższe, zaczyna się mój survival, muszę się z nimi zatargać, zabiec je tempem niespiesznym, zanieść ciałem i wzrokiem, wiecznie wilgotnym, nieostrym.
Las je odbiera troskliwie, cierpliwie i w ciszy, wchłania w mokrą ściółkę, upycha w wydrążone pnie martwych drzew. Nie potrafię pozbyć się wszystkich. Są jak strzępki, jak wystające nitki, które lekko tylko pociągnięte, w szalonym tempie prują całą tkaninę.
Wracam kojona lekkością, dźwigając ciężar łez.
********************************************
Kiedy zamykam oczy, żeby znów niedosłyszeć, nie widzieć i nie doczuć do końca, szczelinami pękniętego serca wpływa do środka strumień codziennych stokrotek. Nie wiem, co z nimi zrobić, boję się je upuścić, rozsypać, skrzywdzić i niezaopiekować. Wiem, że nie mogę ich zatrzymać. Ta chwila, gdy są ze mną i we mnie, przytula. Fascynuje. Tęskni. Boli.
*********************************************
Rosnąca kula doznań zbiera po drodze wszystko, co napotka jej trajektoria toczenia, doklejają się rozczarowania, poczucie wielkiego ubocza, samotność w tłumie, samotność marzeń sennych, samotność marzeń, samotność nierozumienia. Kula podskakuje na wybojach, pęka w miejscach uderzeń, mimo to przyjmuje kolejne warstwy. Działają jak klej. Jak beton. Jak wieczne więzienie doznań, w których jest ciasno i duszno.
Kula nie jest wiecznością, cóż to za ulga i obietnica oddechu, rozpadnie się u stóp zbocza, nie mogąc już przyjąć więcej, i pozbawiając się siły napędu. Pęknie. Rozkawałkuje się i rozprzestrzeni. Ale oddech..., oddech, zamknięty w strachu nie będzie mógł się uwolnić. Strach to nie kula. To czasoprzestrzeń. Wielka w swojej małości, okrutna w ograniczeniach, bezwzględna w konsekwencjach.
Nie wiadomo, jak dalej żyć z tym rozpadem, nie wiadomo, gdzie być, jak być, kim być.
Wiadomo, jak dalej nie żyć, i wiadomo, kim nie być.
*********************************************
Optymizm?
Chyba nie znam, nie miałam przyjemności. Gdzie mieszka?