Obserwatorzy

piątek, 28 marca 2025

Miniatury - ja


Niepokoje zanoszę do lasu. Zbieram je najpierw z podłogi, z ciepłych pofałdowań kołdry, wytrzepuję z mokrych od łez poduszek. Niektóre zaległy jeszcze na dnie filiżanki z kotem, albo skaczą po kartkach porzuconej, niedoczytanej książki. Upycham je po kieszeniach, niektóre wskakują na barki, te są najcięższe, zaczyna się mój survival, muszę się z nimi zatargać, zabiec je tempem niespiesznym, zanieść ciałem i wzrokiem, wiecznie wilgotnym, nieostrym.

Las je odbiera troskliwie, cierpliwie i w ciszy, wchłania w mokrą ściółkę, upycha w wydrążone pnie martwych drzew. Nie potrafię pozbyć się wszystkich. Są jak strzępki, jak wystające nitki, które lekko tylko pociągnięte, w szalonym tempie prują całą tkaninę.

Wracam kojona lekkością, dźwigając ciężar łez.


********************************************


Kiedy zamykam oczy, żeby znów niedosłyszeć, nie widzieć i nie doczuć do końca, szczelinami pękniętego serca wpływa do środka strumień codziennych stokrotek. Nie wiem, co z nimi zrobić, boję się je upuścić, rozsypać, skrzywdzić i niezaopiekować. Wiem, że nie mogę ich zatrzymać. Ta chwila, gdy są ze mną i we mnie, przytula. Fascynuje. Tęskni. Boli.


*********************************************


Rosnąca kula doznań zbiera po drodze wszystko, co napotka jej trajektoria toczenia, doklejają się rozczarowania, poczucie wielkiego ubocza, samotność w tłumie, samotność marzeń sennych, samotność marzeń, samotność nierozumienia. Kula podskakuje na wybojach, pęka w miejscach uderzeń, mimo to przyjmuje kolejne warstwy. Działają jak klej. Jak beton. Jak wieczne więzienie doznań, w których jest ciasno i duszno. 

Kula nie jest wiecznością, cóż to za ulga i obietnica oddechu, rozpadnie się u stóp zbocza, nie mogąc już przyjąć więcej, i pozbawiając się siły napędu. Pęknie. Rozkawałkuje się i rozprzestrzeni. Ale oddech..., oddech, zamknięty w strachu nie będzie mógł się uwolnić. Strach to nie kula. To czasoprzestrzeń. Wielka w swojej małości, okrutna w ograniczeniach, bezwzględna w konsekwencjach.

Nie wiadomo, jak dalej żyć z tym rozpadem, nie wiadomo, gdzie być, jak być, kim być.

Wiadomo, jak dalej nie żyć, i wiadomo, kim nie być. 



*********************************************

Optymizm? 

Chyba nie znam, nie miałam przyjemności. Gdzie mieszka?



poniedziałek, 24 lutego 2025

Miniatury spadłe jak liść



Nie zgub mnie w zabieganiu, nie upuść w codzienności, nie zapomnij wyjąć z kieszeni, kiedy już wrócisz do domu, ale zostaw przy sobie, gdy zrobisz sobie kawę i siądziesz na kanapie. Nie zapomnij pokochać każdego ranka na nowo, kiedy życie nam podaruje kolejny dzień miłości, i postanowi nie zatrzymywać czasu, bo płynąc dalej i szybciej troskliwie wyszlifuje ostre krawędzie ciężarów.

*******************************************

Jakoś się trzeba pozbierać z tych różnych codziennych rozsypań, z nieplanowanych rozproszeń, z rozlań i w deszczu rozmazań. Zebrać siebie z czułością w ciepłą i mocną garść, choć by się siebie niezręcznie przesypywało między palcami i siebie gubiło natychmiast w dywanie jesiennych liści. Choć by się nie potrafiło siebie zatrzymać w całości. Trzeba te resztki siebie, z troską i zrozumieniem, jak najszybciej zawinąć, w kostkę albo w rulonik, i schować do kieszeni. I mieć siebie przy sobie. 

******************************************

Zebrać kilka westchnień nad rozbudzoną rzeką, odszukać w resztkach śniegu bezwstydnie dobre myśli, złapać promienie słońca, wystarczą zaledwie dwa, i schować do kieszeni. Uwolnić motyle nadziei, gdzieś przecież są, ukryte i niebezpieczne, jak słodka tajemnica, jak grzech, jak zakazany owoc, jeszcze nie całkiem dojrzałe w kokonach wiecznej zmiany. Nie bać się, to na początek. Nie bać się iść coraz dalej. Taki jest plan na wiosnę.

*********************************************

Za jedną małą chwilę, zanim świat się zatrzyma i pozwoli być, może pozwoli nam być. Za jedną małą chwilę, zanim zapadnie noc pełna znaczeń, nieśmiałych sączeń myśli, które wypłyną w ciepłym dotyku dłoni. Za jedną małą chwilę, zanim uniosą się mgły w wilgotnej gęstwinie lasu. Zostańmy w nieprzyspieszeniu, w na-nic-oczekiwaniu, w na-trochę-poczekaniu. Pójdziemy za chwilkę.

*********************************************

Tyle złota w całym lesie! Trzeba się napatrzeć, nachłonąć, nacieszyć, zanim wiosna wybuchnie szmaragdami, rozsypie jaspisy, turmaliny, ametysty na świeżych paprociach i młodych listkach olszyn.

*********************************************

W twym bezsłowiu mnie kochasz, gdy słyszę ciszę od ciebie, zapewniasz i zatrzymujesz pięknem słów w pół słowa. I pytasz, pisząc, czy tak, a ja już nie piszę, tylko zupełnie poszłam. Gdy wrócę, będziemy dalej ogrzewać swoje liczne dzień dobre i senne dobranoce, pomiędzy którymi rozkosznie się będzie przeciągał zmarnowany czas na razem sączoną kawę, pamiętasz, następną pijemy razem, złapaną w sieć krótką chwilą, której tak szybko nie ma. Między nami nie mówiąc. 

*********************************************

Nieidealnym ciasteczkom tak naprawdę jest łatwiej. Mogą sobie poistnieć zupełnie bez wymagań, bez zbędnych oczekiwań, bez konieczności czekania na swoją kolej do lukru, bez przepychanek o podium w konkursie na wzór i posypkę. Mogą się schować w tłumie i niezauważone cicho śnić swoje życie, swój słodki, miodowy sen. Nieidealne ciasteczka ktoś szybko odłoży na bok, a one się znajdą natychmiast, połączą w korzenny team, w ułomną, pękniętą drużynę. A może i nawet w miłość.

**********************************************

Chciałabym stworzyć długą opowieść o nas. Nakreślić każdy dzień, z entuzjazmem opowiedzieć ci o mokrych liściach dębu, które tak pięknie błyszczą w świetle dnia, spróbować opisać kolor nieba, kiedy słońce zachodzi za lasem, dłonią wskazać ci ścieżki w zagajniku, w którym się zawsze gubię. Chciałabym ci opowiedzieć o nas, gdybyśmy byli. Gdybyśmy mogli być.

********************************************

W suchym, brązowym dywanie ciągle się zawierusza, przegarniam pachnącą ściółkę, odkładam na mały stosik złote, dębowe liście i ciągle zielone igliwie, i ściskam w palcach zepsute, zgubione przez jesień szyszki. Gałązek nadziei nie widzę, jeszcze bardziej nie czuję. Ciężkie, ponure niebo wchłonęło świeżą zieleń, patrzy z góry na tych, którzy podnoszą bunt. Trudno. Poszukam jeszcze jutro. Na lekko zziębnięte policzki spadają pierwsze krople tęsknoty.

*********************************************

W szczelinie złotego liścia na moment zapłonął świt. Nim zgasł, zdążył rozpalić myśl. Nim zgasł, zostawił obietnicę. Nim zgasł, rozsnuł się dymem ogniska, rozpalonego w ciepłą, czerwcową noc w ogrodzie niespełnienia, tuż przy bieszczadzkim domu. Mieszkają tam marzenia. Nic więcej, nic ponad.  




niedziela, 19 stycznia 2025

Miniatura z Matcha Talks w tle






Grasz znaczonymi kartami, ale i tak przegrywasz. 

Pękają tamy przemyśleń i sypią się odpowiedzi na bardzo ważne pytania, mówisz - to nic, ja przecież nie wiem nic. Ukrywasz w dłoniach wrażliwość, lekką jak piórko troskę i aksamitną empatię, mówisz - drobnostka, ja wcale przecież nie. Wieczorem dziergasz słowa przy słabym świetle lampy, śmiga szydełko natchnienia, ścieg jest ładny i zgrabny, kolory dobrane z gustem, na twoje kolana spada zachwycająca miękkość wyrażeń, przesuwasz dłonią po nienachalnej perfekcyjności przemyśleń, i czujesz pod palcami konsekwentną naturę przekazu, który utuli, pocieszy, ogrzeje, jak chciałaś. Jaki ładny koc - powiedzą, okropny - odpowiesz. Zatrzymujesz w kadrze swój wzrok, swoje ciepłe i gładkie usta, niesforny kosmyk włosów plączący się przy skroni, i pasmo, które kolejny raz uciekło spod kucyka, spoglądasz w swoje oczy, widzisz w nich i łagodność, i lęk, i wieczną senność marzeń, z niesmakiem przesuwasz opuszkiem po kilku wersjach obrazu, wybierasz najlepszy. I czujesz się jak oszust, przyglądasz się jeszcze uważniej, bo chyba tak nie wyglądasz, za dobrze wyszło, nie chcesz być swoim własnym fotograficznym filtrem, chcesz wybrać ten najgorszy, ten niedoskonały, ten krzywy, ułomny obraz, z lekkim cieniem na czole, z siateczką zmarszczek w kącikach oczu, bo tak, bo przecież to jest ci chyba bliższe, i bardziej adekwatne w twoim odczuciu prawdy. Jesteś dla mnie ważna - nie kłam. Pomogłaś, dziękuję - nic nie zrobiłam przecież. Istniejesz tak ładnie - bzdura. Ogarniasz, trzymasz pion, walczysz - nieprawda. Masz ładne spojrzenie - no nie. Jak pięknie się rozwijasz - no przecież stoję w miejscu! Twój kot cię kocha, i psy, i wróbel, którego wczoraj wyplątałaś z gałęzi, drżąc o jego słabe, wystraszone serduszko, bardziej niż o uwięzione pazurki - poproszę bez przesady. Dobra mama z ciebie - żartujesz, te dzieci to przyszłość psychoterapii.

Nie czujesz się estetyczna. Nie jesteś wystarczająca. Nie umiesz być swoją własną dobrą, krzepiącą myślą. Z zażenowaniem odwracasz wzrok, gdy siebie spotykasz w lustrze. Odtrącasz swoje dłonie, kiedy próbują leciutko muskać ciągle gładkie ramiona. Sznurujesz sobie usta, którym się wyrwie zdanie, a może nawet i dwa. Bojkotujesz uśmiechy, bo nie wypada, nie warto. Dotkliwie odczuwasz, że nie ma już możliwości, nie będziesz wersją siebie, lepszą, najlepszą, żadną, bo ciągle będziesz cieniem swych własnych oczekiwań, które, jak metalowe ćwieki, na skórę nabił ci świat.

 I czujesz się jak oszust, czujesz się jak oszust, czujesz się jak...

Znasz? 







************************************************************



Nazywam się Julia Izmałkowa i całe życie cierpiałam na chroniczny syndrom oszusta.

Aktem największej odwagi wciąż pozostaje samodzielne myślenie.
Umysł jest jak spadochron. Nie działa, jeżeli nie jest otwarty.
Czasami to nie ludzie się zmieniają. Czasami to maski im spadają.
Nikt nie umiera jako prawiczek. Życie pieprzy nas wszystkich. 
Świat bardzo cierpi. Nie z powodu przemocy złych ludzi, ale z powodu milczenia dobrych ludzi.
Ptaki urodzone  w klatce myślą, że latanie to choroba.
Im więcej wiesz, tym głupiej brzmisz dla głupich ludzi.
Jeśli czytasz takie książki, które wszyscy czytają, myślisz jedynie to, co wszyscy.
Proszę, anuluj moją subskrypcję twoich problemów.
Media społecznościowe stworzyły zazdrość o iluzję - niektórzy są zazdrośni o przedmioty, związki i styl życia, które nawet nie istnieją...
Jeżeli miłość jest prawdziwa, ocean to tylko kałuża.
Jeżeli uważasz, że jesteś zbyt mały, aby coś zmienić, spróbuj spędzić noc z komarem.
Chcesz mieć granice? Sam musisz ją narysować. Sam musisz ją zbudować. I sam musisz jej bronić.
Głębokie rozmowy z właściwymi ludźmi są bezcenne.

Gdzie się podziali wszyscy mądrzy ludzie?

W dzisiejszych czasach nie trzeba mieć argumentów - wystarczy mieć donośny głos. W dzisiejszych czasach nie trzeba mieć doświadczenia - wystarczy mieć zasięgi.
Teraz najbardziej unikatową rzeczą jest bycie sobą bez filtrów. Kimś normalnym . Kimś zwyczajnym. Niedoskonałym. Nieudoskonalonym. Niewygładzonym. Niewypełnionym. Niewylansowanym. Im radykalniej jesteś sobą, tym mocniej się wyróżniasz na tle tych, których misją życiową jest taka niepowtarzalność, jak miliona innych osób w social mediach. 


(fragment zaznaczony kursywą to cytaty z książki  "Matcha Talks 2", autor: Julia Izmałkowa)